Koncertowy przegląd dekady

Na początku 2010 roku świat jest w większości rozliczony. Redaktorzy ustalili listy najważniejszych płyt, wydarzeń, zespołów itp. nie tylko ubiegłego roku, ale i minionej dekady. Z przyjemnością przeczytałbym takie kulturowe podsumowanie mińskiej dziesięciolatki, bo trochę się działo, trochę się nagrało, trochę mód i trendów przewinęło (mój ulubiony to pojawienie się imprez dance hallowych w boazeriach Dujera – zupełna estetyczna egzotyka). Warto takie rzeczy utrwalać bo się szybko o nich zapomina i po latach ustalenie przebiegu wydarzeń bywa zadaniem często niewykonalnym…

Uświadomiłem to sobie próbując odtworzyć w pamięci najfajniejsze mińskie koncerty, na których zdarzyło mi się być w XXI wieku. Dość dobrze pamiętam szczegóły końcówki lat 90. Swój pierwszy koncert rockowy w remizie w Mrozach, gdzie wystąpiły zespoły Fruit Drops i Musztarda Saperska, a na który pojechałem z rozdartym sercem rezygnując z meczu Nigerii z Bułgarią na Mistrzostwach Świata we Francji. Niezatarte w mojej pamięci są wspomnienia punkowych koncertów w MDKu organizowanych przez braci Kraszewskich, którzy ściągali do Mińska czołówkę polskiego undergroundu, wśród nich kapele tak zacne jak Starzy Singers, Ssaki, Klinika, Homo Militia, Plebania, Janusz Reichel i wielu innych znakomitych artystów z brytyjskim Under The Gun na czele. Osobny tekst mógłbym poświęcić koncertom legendarnego Gurtwerta Hurtkina

Gurtwert Hurtkin

Gurtwert Hurtkin

(szczególnie ten w ogródku nieistniejącego już pubu Fuks był epicki, gdyż w jego trakcie rozpętała się burza, która jednak nie przeszkodziła ekipie Czajnika dokończyć występu) i Khatarsis, z którego później wykiełkowało De La Core,

2002 - DeLaCore w Dujerze

2002 - DeLaCore w Dujerze

a które to grupy w znaczący sposób wpłynęły na to, że sam gram w zespole. Pierwsza odsłona trwającego wieku zlewa mi się już bardziej, wydarzenia i fakty nakładają na siebie. Szczególnie jeśli chodzi o pierwsze pięć lat. Do drugiej pięciolatki jest ściągawa w postaci nieocenionego grona Koncertowicze Mmz, które swoją drogą zasługuje na osobną analizę tym bardziej, że ostatnio zdechło mocno i wydaje się, że już na amen. Bez wgryzania się w szczegóły i szereg istotnych tematów takich jak kulturotwórcza rola Dujera, czy wpływ cen piwa i biletów na frekwencję spróbuję rzucić na tę wordowską kartkę kilka mgnień i momentów, które z morza wspomnień wyławiam w pierwszej kolejności. Zacznijmy od lokalu przy Kolejowej. Bezcenny jest widok muzyków pierwszy raz przekraczających próg Dujera. „Najgorszy koszmar” powiedział kiedyś Olaf Deriglasoff oceniając warunki sprzętowo sceniczne. „To tu się gra” rzekły bez wiary Pustki. Jeszcze inny zespół, którego nie wymienię z nazwy obawiał się o sprzęt i zdrowie lustrując dopijających piwo bywalców piątkowych popołudniówek. Bezcenne i podnoszące na duszy było pokoncertowe zbieranie wrażeń od muzyków, najczęściej zaskoczonych spontanicznym przyjęciem i bezpretensjonalnym podejściem mińszczan. W pamięci mam aplauz jaki zebrały od około 40 osobowej publiczności ‘The Empties’. Warszawska grupa przyjechała do Mińska niepewna swojego losu. Pozbawiona dotychczasowego wokalisty Janka Piętki, z nowym basistą, premierowo wykonując utwory z szykowanej na jesień płyty „Koniec Kryzysu”. Na chwilę zanim stali się jednym z najbardziej cenionych zespołów polskiej alternatywy w małej salce kawiarni musieli się zmagać z lichością emkaelowego sprzętu nagłośnieniowego. Basia Wrońska wykazała się niezwykłą wyrozumiałością na wieść, że podłączenie kolejnych kabelków jej prastarych klawiszy z mikserem jest niemożliwe. Zresztą zaraz na początku tego koncertu owe Rolandy spaliły wokalowy głośnik niskotonowy, o czym już nie miałem serca mówić pytającemu się ze sceny jak to brzmi gitarzyście Radkowi Łukasiewiczowi, który jako odpowiedź zobaczył kciuk w górę.
Problemy techniczne pojawiły się też przy okazji występu Out Of Tune. Jego wokalista Eryk w pewnym momencie zagroził przerwaniem koncertu, gdy po raz kolejny popieścił go prąd po ręce. Sprawę uratowała czarna rękawiczka, w której dokończył sztukę. Koncert ten utrwalił mi się głównie ze względu na kontrast między wymuskanymi, metro chłopcami z OOT a przaśną oprawą lokalową. Muzycznie znacznie lepiej wypadli występujący zaraz po nich Hatifnatsi, którzy swoimi gotyckimi, powietrznymi piosenkami stworzyli klimat niczym z powieści Tolkiena. Jeśli chodzi o takie atmosferyczne granie to jednym z najlepszych pod tym względem koncertów w Dujerze był występ Powiek.

2007 - Powieki w Dujerze

2007 - Powieki w Dujerze

Zespół przyjechał do nas mimo ostrzeżeń meteorologów zalecających ze względu na porywiste wiatry pozostanie w domu. W tych okolicznościach przyrody i przy pustawej sali Powieki w zielonej poświacie dujerowej lampki swoimi psychodelicznymi ‘islandzkimi’ kompozycjami stworzyły odlotową atmosferę na bis grając ponownie prawie pół swojego podstawowego setu. Jeszcze mniej osób przyszło na koncert uważanych przez Artura Rojka za najlepszy polski zespół George Dorn Screams. Sprzedało się tylko 10 biletów. Przynajmniej dwa razy więcej osób siedziało przed Dujerem za friko słuchając nieco sfrustrowanych kolejną frekwencyjną wpadką na swojej pierwszej trasie bydgoszczan. Zupełnie inna atmosfera panowała na pierwszym mińskim koncercie Kawałka Kulki, kończącym mazowiecki tour gorzowian.

2006 - Kawałek Kulki w Dujerze

2006 - Kawałek Kulki w Dujerze

Wymęczeni występami w Warszawie, Siedlcach i tzw. międzyczasem, w którym brali udział w kręceniu teledysku do „Żabiego” w Dujerze na luzie dali radosny pełnokrwisty koncert porywając swoją ‘dziecięcą energią’ tym razem licznie zebranych mińszczan, którzy jako jedni z pierwszych w Polsce mieli okazję wysłuchać takich szlagierów jak „Nocny Pociąg”, „Usta z Kory” czy „Ulica po Ulicy”. Ale opuśćmy już Dujca. Przez 10 lat odbyło się w powiecie kilka ważnych plenerów. Ten najfajniejszy na paletach w Cegłowie.

2005 - Yyyy :) - Ten najfajniejszy w Cegłowie...

2005 - Yyyy 🙂 - Ten najfajniejszy w Cegłowie...

Zaraz po nim chyba najważniejszy póki co koncert w dziejach Mińska. Już nie pamiętam dlaczego nie zamierzałem w nim brać udziału, ale ciekawość ostatecznie zwyciężyła i rowerem pojechałem ‘na chwilę’ na Budowlankę. W końcu Hey, Lady Pank i Myslovitz na jednym koncercie w naszym mieście to rzecz unikatowa. Skomasowana moc przebojów odbitych od srebrnej wody i cmentarnych krzyży zwielokrotniła się. Nie pamiętam żadnych anegdot, choć coś tam było wesołego z konferansjerką, pamiętam tylko, że „Książka Z Drogą W Tytule” na koniec występu Myslo przelała czarę wzruszenia.

2005 - Myslovitz na Wolnych od Zła - najważniejszy póki co koncert w dziejach Mińska...

2005 - Myslovitz na Wolnych od Zła - najważniejszy póki co koncert w dziejach Mińska...

Niedoszły plener zagrała grupa Raz Dwa Trzy, której występ ze względu na burzę i oberwanie chmury został przeniesiony do MDKu. Adam Nowak zanim ruszyli powiedział, że będzie niepowtarzalna okazja poczuć się jak na wczesnych koncertach The Beatles, gdzie nagłaśniane były tylko wokale, reszta dźwięku szła naturalnie z pieców. I pięknie zabrzmieli tego wieczora w MDKu, miękko i prawdziwie dowodząc, że dobry zespół nie potrzebuje niewiadomo jakiego nagłośnienia, by być przyjemnie słuchalnym. Szkoda, że kolejne władze MDKu prawie w ogóle nie wykorzystują muzycznie najlepszej koncertowej sali w Mińsku, która w końcu kiedyś tętniła muzyką i młodzieżą, co jeszcze miałem okazję widzieć na własne oczy. Godny odnotowania był jeszcze T.Love pod MDKiem, gdzie znaczna część ludzi słuchała piosenek zza barierek, ale to może ktoś inny coś by napisał.

2004 - T.Love pod MDK

2004 - T.Love pod MDK

Istotne dla mnie jako koncertowicza było pojawienie się nowego gracza na rynku czyli Mjuzikpubu, miejsca póki co akustycznie nieprzystosowanego do grania, co szczególnie uwidoczniło się w czasie pięknego występu duetu Twilite, którego koronkowe akustyczne plecionki i wyrafinowane harmonie wokalne non stop walczyły z zagłuszającymi je spogłosowanymi gadułami. O dziwo bardzo fajnie zabrzmiał tam koncert warszawskiego zespołu Płyny, ale to już bardziej zasługa umiejętnego dostosowania się muzyków do miejsca. Był to mój ostatni miński koncert tej dekady, który wprawił mnie w ambiwalentny stan. Z jednej strony warszawski kwintet zagrał jeden ze swoich najlepszych koncertów jakie widziałem (dzień później zagrał najlepszy w warszawskim Saturatorze) z drugiej strony, po raz kolejny liczba osób zainteresowanych występem była nikła Tydzień wcześniej na Psychocukrze w Dujerze było około 30 osób. Dwa ostatnie grudniowe koncerty w Mjuzikpubie, Warszawski Deszcz a zwłaszcza jazzowe Free Yo, na których nie dane mi było być też zaliczyły frekwencyjną wtopę zniechęcając menadżerów do organizowania kolejnych, szczególnie w kontekście sukcesu dwóch odbyłych się tam dyskotek. Analiza niskich frekwencji na biletowanych pojedynczych koncertach i ich sens, to rzecz na osobny artykuł. Ten subiektywny, pisany na kolanie przegląd koncertów, w którym celowo pominąłem częstokroć znakomite występy lokalnych bandów i nikowy RIM Fest, niech posłuży za przyczynek do dyskusji o tym, co się wydarzyło w naszej mińskiej kulturze między 2000 a 2009 rokiem. Z perspektywy koncertowego bywalca był to okres dobry. W jego trakcie Mińsk głównie za sprawą Dujera był stosunkowo ważnym (jeśli porównamy wielkość naszego miasta i jego imprezową infrastrukturę) przystankiem na trasach wielu zespołów, istotnych dla obrazu polskiej muzyki ad 2009. Żeby uzupełnić ten wielce niekompletny i szkicowy koncertowy przegląd zapraszam do pisania własnych podsumowań, relacji, obserwacji i przysyłania ich na adres bart.chmielewski@gmail.com. Najciekawsze opublikujemy w Głośniku.
Bartosz Chmielewski

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Koncertowy przegląd dekady”

  1. hawkmoon Says:

    co do „nowych” władz MDK-u to muszę Cię zmartwić… pomimo tego, że są „nowe” już od półtora roku, to pozostaną na stanowisku kto wie ile jeszcze…. własnie burmistrz skorzystał niedawno z możliwości zawartej w statucie MDK i przedłużył obecnej dyrekcji umowę zmieniając na umowę na czas nieokreślony… co to znaczy??? Tyle, tylko, że jeśli nic się nie zmieni w UM to obecna dyrekcja pozostanie na stanowisku do emerytury (czyli jeszcze jakieś ze 20 lat), czego ani sobie, ani nikomu nie życzę…

    pozdrawiam i mam nadzieję, że koncerty przez duże K wrócą jednak kiedyś do Pałacu….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: