Postanowienia noworoczne

Z początkiem roku społeczeństwo zaczyna się dzielić na kilka obozów, w zależności od swojego stosunku do postanowień noworocznych. Ja nazwałam ich po swojemu i mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za pierwsze w tym roku Orędzie – nie mam zamiaru nikogo potępiać, zwłaszcza, że sama pod względem postanowień noworocznych i podobnych nie jestem autorytetem ani doskonałością.

Kategoria I: mięczaki definitywne. To osoby, które nie podejmują żadnej walki ze swoimi wadami, niedoskonałościami i brakami. Uważają, że są doskonałe same w sobie, bądź wręcz przeciwnie – nie mają zaufania do swojej silnej woli, dlatego w ogóle nie podejmują walki o wytrwanie w jakimkolwiek postanowieniu. Osobom niewidzącym żadnego powodu do podejmowania postanowień nie mam w zasadzie nic do zarzucenia, bo kto czuje się na tyle dobrze z sobą, że nie chce nic zmieniać, ten niechaj idzie i przekazuje pozytywne wibracje legionom ludzi, którzy nie są sami z sobą aż tak szczęśliwi. Natomiast osoby, które uważają siebie za zbyt słabe uważam za okropne mięczaki, bo moim zdaniem lepiej zginąć na polu walki, niż tej walki wcale nie podejmować.

Kategoria II: mięczaki al dente. Czyli osobniki, które podejmują jakieś noworoczne postanowienia, ale albo nie wprowadzają ich w życie, albo respektowanie ich trwa jakieś dwa tygodnie, może miesiąc, a potem odkładają to postanowienie na wielki post. Przez mięczaków al dente co roku mnóstwo branż usługowych i dostarczycieli różnych produktów albo rwie włosy z głowy, albo zaciera ręce. Dziesiątki tysięcy ludzi, którzy postanawiają schudnąć w danym roku 20 kilogramów, dają olbrzymi zastrzyk gotówki wszelkim producentom sprzętu do ćwiczeń, wydawcom książek o dietach oraz kaset z lekcjami jogi, tanga, salsy, pilatesu, aerobiku, striptease aerobiku, a przede wszystkim wszelkim placówkom takim, jak baseny, sauny, sale gimnastyczne, spa, masażyści, spece od akupunktury… Dziesiątki tysięcy ludzi, którzy zapragną od nowego roku zmienić swoje życie, dofinansowuje wakacje na Majorce wszelkim autorom i wydawcom książek o tematyce mniej więcej takiej, jak „pokochaj siebie”, „pokonaj swoje lęki”, „zaakceptuj swoje ciało”, „usprawnij swój mózg” czy też „napraw swoje życie”. Kolejne dziesiątki tysięcy postanowią czegoś się nauczyć, dlatego też z początkiem roku na pniu schodzą wszelkie podręczniki (oraz kursy multimedialne, samouczki i tak dalej) szydełkowania, gotowania, stawania na głowie, remontowania mieszkania, urynoterapii, masażu tajskiego, języków obcych, zarządzania czasem, szybkiego czytania, nie mówiąc już o kolorowych albumach malarstwa, książkach historycznych, encyklopediach („no toć czas się dowiedzieć, czy ta Kopernik to jednak baba była!”) wszelkiej maści, przewodnikach po miejscach, które chcemy w końcu zobaczyć (w kraju i za granicą).

Ręce załamują natomiast producenci papierosów, którzy na ten tydzień czy miesiąc notują przeogromny spadek popytu. Promocjami na jesieni uzbroili się na te chude lata, gdyż po miesiącu większość palaczy skruszonych powraca na kolanach do sklepu i kupuje dwie paczki fajek, gdyż zaczyna nadrabiać zaległości z taką gorliwością, że po miesiącu dochodzą oni do półtorej paczki dziennie. Nie jestem fanką koncernów tytoniowych, wręcz przeciwnie, uważam, że ich postępowanie, lobbowanie naszych polityków i maczanie łap w ustawodawstwie jest karygodne (zalecam zgłębienie problemu e-papierosów, których sprzedaży i produkcji nasz parlament chce kompletnie zakazać), ale niestety, nielubienie jakichś ludzi wcale nie oznacza, że nie lubię ich wyrobów. Nigdy nie podejmuję postanowienia rzucenia fajek, nie tyle ze względu na strach, że moja wola jest za słaba i że nie podołam. Po prostu nie chcę rzucać fajek, bo uważam, że są zajebiste.

Również cukiernie, supermarkety, knajpy i ogólnie branża gastrologiczna notuje z początkiem roku spadek. Powód jest dwojaki: ludziska dożerają jeszcze po sylwestrze i Wigilii, a część ludzisk zamiast pączków, ciastek i czekolady nakupiła tych wszystkich hantli, stepperów, DVD z aerobikiem i książek „kiełki na tysiąc i jeden sposobów”, a teraz patrzy na to wszystko tępo, myśląc o gnijących na sklepowych półkach wuzetkach i napoleonkach.

Kategoria III: twardziele: są to osoby, które postanawiają, że muszą coś zmienić w swoim życiu i, o dziwo, po dwóch tygodniach czy po miesiącu nie rezygnują, nie poddają się i walczą dalej. Rzucają palenie i nie palą całymi latami; ograniczają (chociażby w związku z niepaleniem) wyjścia do knajp i w końcu okazuje się, że widząc się ze znajomymi raz na miesiąc czy dwa nie stajesz się wyrzutkiem społeczeństwa – wręcz przeciwnie – ludzie nawet Cię nie zdążą zapomnieć do następnego razu, za to plotek jest do wymiany jakby więcej. Żeby schudnąć, nie nakupują książek, sprzętu, programów i gadżetów, tylko po prostu robią małe rozeznanie w temacie i przestają wsuwać tłuste mięso z białym ryżem i podwójnym deserem, a zamiast jechać na zakupy do osiedlowego sklepu samochodem, idą te dwa metry. Używają schodów zamiast windy. Takie tam. Okazuje się jednak, że takie małe zmiany działają. Żeby czegoś się nauczyć, nie kupują, na przykład, siedemnastu najdroższych i najbardziej kolorowych książek i nie wypożyczają stu następnych z biblioteki, tylko na przykład zdobywają jedną, ale za to czytają ją od deski do deski zamiast stawiać na półce.

Największą jednak korzyść z noworocznych postanowień, przynajmniej wiem to ze swojego doświadczenia, osoby, które nie postanawiają czegoś zrobić natychmiast. Postanowienie noworoczne nie należy traktować jako postanowienie ostatecznej i całkowitej poprawy w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. To truizm, ale wiele osób, stwierdzając, że oni na przykład nie będą się męczyć, bo do lutego im przejdzie, albo zaczynają właśnie męczyć się, a pierwsze potknięcie (skuszenie się na peta, pączka, piwko, zaspanie do pracy, przegapienie zajęć z jogi, lekcji języka obcego etc.) traktują jako ostateczne i zarzucają pomysł samodoskonalenia się na następne jedenaście miesięcy, kiedy dzieje się dokładnie to samo. Dlatego mam nadzieję, że zapiszecie sobie postanowienia noworoczne na początku kalendarza i będziecie wracać do nich, mimo potknięć, wiele razy w tym roku.

Tak czy siak, bez względu na postanowienia i brak postanowień, życzę wszystkim Czytelnikom GłośNiKa, ich rodzinom i bliskim, wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, wytrwałości i cierpliwości, a także finezji, polotu i luzu w Nowym Roku.

nn krt

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: